Repelenty – czyli co zabrać na wakacje

#lato #wakacje #kleszcze #las #jezioro #wypoczynek #DEET #ikarydyna #permetryna #repelenty

Mamy lato! Temperatury spadły co prawda trochę, ale przecież nie powstrzyma nas to przed wyjazdami, prawda? Mazury, morze, górskie szlaki. Lasy i łąki i… no właśnie. I kleszcze…

Spotkałam się z wieloma komentarzami – „ja nigdzie nie jadę, boję się kleszczy!” Kochani – nie dajmy się zwariować. Kleszcze rzeczywiście stanowią duże zagrożenie, ale przecież możemy się przed nimi bronić, prawda?

Co zabrać ze sobą na wakacje, żeby czuć się bezpieczniej? Na pewno REPELENTY, czyli odstraszacze. Występują w różnych postaciach – sprej, krem, balsam. Ważna jest nie firma, tylko substancje czynne zawarte w repelencie.

Najlepiej w testach sprawdza się DEET, czyli N,N-Dietylo-m-toluamid, substancja chemiczna należąca do organicznej grupy amidów. Jej właściwości repelentne, czyli odstraszające, są znane od dawna i wykorzystywane w wielu produktach. Najskuteczniej działa w stężeniu powyżej 20% – chroni nas wtedy nawet ponad 3 godziny, a w stężeniu ponad 25% i w odpowiedniej mieszance (dłuższe uwalnianie) – nawet do 8 godzin. Brzmi dobrze, prawda? Ale niestety DEET ma swoje minusy – w większych stężeniach ma właściwości tokstyczne, może powodować uczulenia i mikroparaliże, dlatego osobiście wolę stosować repelenty z DEET na ubranie, nie bezpośrednio na skórę (tak, czasem wbrew zaleceniom producentów).  Absolutnie nie nadaje się na ciało małych dzieci, a u większych należy stosować go z dużą ostrożnością, lub na odzież. W dużych stężeniach może odbrawiać tkaniny!

IKARYDYNA to kolejna substancja o potwierdzonym działaniu. Nie jest tak szkodliwa jak DEET, dlatego dopuszczono ją w repelentach dla dzieci. Powinna być w stężeniu około 20%. Można ją spotkać w postaci balsamu o bardzo miłym zapachu. Może jednak powodować reakcje alergiczne, np. fotouczulenie. Ikarydyna działa krócej niż DEET, jej skuteczność potwierdzono w testach do 2 – 3 godzin od zastosowania.

PERMETRYNA – to środek bójczy. To znaczy, że nie tyle odstrasza, co zabija kleszcze – jeśli jest w odpowiednim stężeniu. Na rynku występuje głównie jako składnik mieszanin do oprysków – ogrodów, mieszkań (zabija wiele gatunków stawonogów). Można kupić ubrania impregnowane permetryną, oraz, spreje do impregnacji – niestety nie w sklepach polskich, ale już na Amazonie tak. W polskich sklepach występuje czasem jako dodatek do DEET w środkach ochrony osobistej do zastosowania na odzież. NIEZWYKLE SZKODLIWA DLA KOTÓW!!!

OLEJKI ETERYCZNE – jest ich wiele. Ich skuteczność jest różna w zależności od stężenia. Są składnikami repelentów polecanych przez osoby promujące naturalne środki ochrony. W większości nadają się do stosowania u dzieci, przy czym w dużym stężeniu również mogą powodować reakcję alergiczną. UWAGA – szybko parują. Wiele naturalnych repelentów działa najwyżej przez 15 minut! Dlatego warto mieć je ze sobą na spacerze i aplikować ponownie.

KAŻDY REPELENT należy zmyć z ciała po powrocie do domu. Przy okazji oglądamy ciało, czy jednak jakiś pajęczak, mimo ochrony, nie przedostał się pod ubranie.

Jeśli znajdujemy się na terenie, na którym występują kleszcze powinniśmy wyrobić sobie pewne nawyki – przed wyjściem – repelent, po powrocie – mycie i oglądanie ciała. Najlepiej oglądanie powtórzyć jeszcze przed snem, podczas wieczornej toalety.

Na rynku dostępne są też ultradźwiękowe odstraszacze kleszczy. Osobiście nie testowałam. Opis na stronie producenta jest dla mnie zbyt lakoniczny. Będę testować i na pewno napiszę Wam, jeśli będzie to rzecz godna polecenia. Na razie pozostaję przy repelentach chemicznych, sprawdzonych w wielu renomowanych ośrodkach.

Trzymajcie się bezkleszczowo! I dobrego wypoczynku! 🙂

 

Reklamy
Opublikowano opisy, porady, z przymrużeniem oka | Otagowano | Dodaj komentarz

Kleszcz w kleszczu

#hiperpasożytnictwo #nadpasożytnictwo #kleszczwkleszczu #ixodesangustus #Alaska

 

Czy wiecie czym jest nadpasożytnictwo? Albo inaczej hiperpasożytnictwo? To sytuacja, w której na pasożycie żeruje pasożyt. Zjawisko to nie jest bardzo rzadkie, ale sytuacja, w której nadpasożytem jest osobnik tego samego gatunku nie jest zbyt popularna, a nawet jest czymś dość wyjątkowym.

Od dawna wiadomo, że kleszcz, któremu przerwano żerowanie przed wysyceniem się pokarmem jest niesamowicie zdeterminowany, by posiłek swój ukończyć. To dla niego kwestia życia i śmierci. Dosłownie! W organizmie żerującego pajęczaka zachodzą nieodwracalne zmiany, które finalnie prowadzą do zmiany stadium lub złożenia jaj – w zależności od tego, które stadium żeruje. Dlatego kleszcz musi skończyć posiłek, a jak nie ma obok ciepłokrwistego żywiciela (ok, zimnokrwista jaszczurka też może być) wówczas wkleszczy się w innego kleszcza lub kuzyna (inne gatunki roztoczy).

Niedawno naukowcy związani z Georgia Southern University oraz z Alaska Department of Fish and Game opisali dość niezwykły sposób radzenia sobie przez samce kleszczy Ixodes angustus. Kleszcze te, choć są dość popularne na Alasce i czasem wkleszczają się w domowe psy i koty, jednak dość rzadko spotykane są poza gniazdami swoich żywicieli i potrafią zamknąć swój cykl życiowy nie wychodząc z gniazda jednego żywiciela – np. wiewiórki. I to z tego przesympatycznego stworzenia wyciągnięto samicę I. angustus – bardzo już opitą krwią – a w niej mocno wczepiony tkwił… samiec. (ZDJĘCIE) Być może posilał się oczekując na gotowość samicy do zapłodnienia (jego ryjek tkwił głęboko w ciele samicy w okolicach jej jelit)…

Do tej pory w badaniach nad tym gatunkiem kleszczy odnaleziono niezwykle mało samców – w trzech dużych badaniach podczas poszukiwań odnotowano łącznie 336 larw, 151 nimf, 101 samic i tylko 2 samce.

Zjawisko pasożytowania samców na samicach jest niezwykle rzadkie u kleszczy z rodzaju Ixodes, ale… było odnotowane nawet u naszego kleszcza pospolitego Ixodes ricinus. Czyżby temu normalnie nie pasożytującemu samcowi groziła śmierć głodowa?

Dla zainteresowanych – oryginalny artykuł oraz informacja prasowa tutaj.

 

Opublikowano ciekawostki, opis gatunku | Otagowano | Dodaj komentarz

Deinocroton draculi czyli straszny kleszcz Drakuli

Wiadomo od dawna, że kleszcze żerowały na dinozaurach. Jednak dotychczas nie znaleziono osobników, które można by tak dokładnie opisać jak D. draculi.

Jak donosi nature communications w bursztynie odnalezionym w Birmie zatopiony został osobnik nowego gatunku Deinocroton draculi (w wolnym tłumaczeniu straszny kleszcz Drakuli). W tym samym kawałeczku bursztynu znajdują się też larwy chrząszczy, o których wiemy, że zamieszkiwały gniazda opierzonych dinozaurów. Stąd naukowcy wyciągnęli wnioski, że kleszcze D. draculi były kleszczami gniazdowymi, czyli zamieszkującymi gniazda swych żywicieli. Podobnie jak nasze rodzime kleszcze pospolite, straszne kleszcze Drakuli są ślepe. Swoje ofiary wykrywały za pomocą organu Hallera, czyli położonego na przedniej parze nóg radaru. W odróżnieniu od wielu współczesnych gatunków organ ten był odkryty, nie schowany w osobnej przestrzeni.

Naukowcy mają pewien problem z klasyfikacją nowego gatunku, ponieważ część jego budowy, jak np. genitalia, są unkatowe wśród kleszczy. Większość cech morfologicznych plasuje się blisko rodziny Deinocrotonidae i Nuttalliellidae, a analiza filogenetyczna zbliża je do kleszczy właściwych oraz kleszczy miękkich (Argaside). Prace nad ustaleniem ostatecznym miejsca w rodzinach kleszczy trwają.

Opisywana zawartość bursztynu datowana jest na pochodzącą przed 99 milionów lat.

Niektórzy wyciągają wnioski, że oto mamy przed sobą szanse na genetyczne odtworzenie dinozaurów z krwi zawartej w krwiopijnych stawonogach. Czyżby Park Jurajski miałby stać się faktem? 😉

Zdjęcia:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5727220/figure/Fig1/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5727220/figure/Fig2/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5727220/figure/Fig3/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5727220/figure/Fig7/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5727220/figure/Fig8/

Model 3D:
https://skfb.ly/6voLU

Bibliografia:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5727220/#

Opublikowano ciekawostki, opis gatunku, opisy | Dodaj komentarz

Przerażające dane

#kleszcze #borelioza #Borrelia #chorobyodkleszczowe #sanepid

Przygotowuję właśnie prezentację na piątkową konferencję w Grodzisku Mazowieckim. Jak zwykle zaktualizowałam dane dotyczące nowych zakażeń chorobami odkleszczowymi zgłaszanymi przez SANEPIDy do IZP PZH (http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/2017/index_mp.html).
Dane dotyczące zachorowań na boreliozę są przerażające. Tak to tutaj zostawię.

Opublikowano ciekawostki | Dodaj komentarz

Grzybobranie

#kleszcze #grzyby #jesień #grzybobranie #chorobyodkleszczowe

Wybraliśmy się ostatnio na wycieczkę rowerową. Całą rodziną.  Miało padać, ale prognoza na szczęście nie była trafiona. Niespełna dwadzieścia stopni. Słoneczko, czasem trochę chmur. Idealnie. Przez ostatnie dni było dość wilgotno, więc spodziewaliśmy się grzybów w lesie, ale to, co zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania (zdjęcie).
Nie musieliśmy schodzić ze ścieżki, żeby uzbierać całą miskę maślaków, podgrzybków i kurek. Prawdziwek trafił się jeden, ale za to jaki piękny! Było też kilkanaście koźlarzy. Słowem – udany połów.

Zbieranie grzybów z roweru to ciekawe doświadczenie. 🙂

Po powrocie do domu, nim zasiedliśmy do podzielenia zbiorów – co na sos, co do słoiczków, co do suszenia – obowiązkowy prysznic. Czemu? Statystyki mówią, że o 20% można zmniejszyć prawdopodobieństwo zachorowania na choroby odkleszczowe, jeśli po powrocie ze spaceru w ciągu dwóch godzin weźmiemy prysznic. Kleszczy, które już wkleszczyły się w nasze ciało prysznic oczywiście nie spłucze, ale pomoże pozbyć się tych, które dopiero spacerują po żywicielu poszukując dogodnego miejsca do żerowania (najlepiej, gdy wspomożemy się gąbką lub szczotką – sam strumień wody może nie spłukać pajęczaka wyposażonego w haczyki i przylgi na stopach).
Lasy, wśród których mieszkam, to przede wszystkim grądy i bory. Ale nie prawdziwkonośne bory świeże, suche i słoneczne, ale bory wilgotne, pełne jagód i podgrzybków. Kleszczy jest tam nieco mniej niż w grądach (świerkowe-mieszane, duża wilgotność, bogata warstwa krzewów), ale jednak są. Dlatego nawet wybierając się „tylko” na rowery (niby jedziemy środkiem ścieżki, prawie bez ocierania się o roślinność na bokach, ale…) pamiętać trzeba o odpowiedniej odzieży (kryte buty i długie spodnie) oraz o repelentach! Dwa słowa na temat repelentów napisałam  TU.
Jeśli planujecie grzybobranie w miejscu zakrzaczonym lub wśród drzew z niskimi gałęziami – przydać może się również nakrycie głowy *). Kleszcz chętniej wejdzie na włosy niż na czapkę, zwłaszcza, jeśli spryskamy ją paskudnym dla tych krwiopijców repelentem, np z DEET.
Czego nie polecają amerykańscy naukowcy podczas przebywania w lesie? Odpoczywania na kłodach, zwalonych drzewach. Wg badań profesora Lane’a, współpracownika profesora Burgdorfera (tak, tak – dobre skojarzenie, to ten od Borrelii) siedzenie na kłodach jest najniebezpieczniejszą czynnością, którą można robić w zakleszczonym lesie! W jego badaniach studenci (odpowiednio ubrani i pod odpowiednią kontrolą) wykonywali różne rzeczy i sprawdzali w jakim tempie obłażą ich kleszcze. M.in. przerzucali ściółkę, zbierali jagody i grzyby, siadali pod drzewami, na kłodach, a nawet leżeli na ściółce. Okazało się, że najwięcej kleszczy (na kombinezonach, żaden student nie ucierpiał) mieli studenci , którzy siedzieli spokojnie na zwalonych drzewach. Kleszcze wchodziły na nich w tempie 7 nimf (stadium młodociane, w takie akurat obfitował tamten las) na godzinę!

Podsumowując – grzyby? TAK! Ale nie zapominamy o – ubraniu, repelentach i prysznicu po powrocie do domu! Po prysznicu oglądamy ciało, żeby jak najszybciej wyciągnąć ewentualnego wkleszczonego pajęczaka. A grzyby? Zbieramy tylko takie, na których się znamy! (Ja osobiście tylko z siteczkiem, ew. kurki. 🙂 )
Powodzenia podczas zbiorów! 🙂

*)EDIT: Ponieważ pojawiły się wątpliwości – czapka? Na kleszcze? Ale przecież nie! No tak – nie spadają z drzew. Pisałam o tym TU. ALE – schylając się po grzyby pchamy się często z głową w krzaki i niskie gałęzie drzew – takie poniżej 150cm, na których kleszcze czasem siedzą i czekają… Czemu piszę o 150cm? Bo te pajęczaki zwykle nie wchodzą wyżej – nie mają takiej potrzeby. 🙂

Opublikowano ciekawostki, opisy | Otagowano | Dodaj komentarz

Wrzesień, czyli początek jesiennej aktywności.

#kleszcze #jesień #wrzesień #aktywność

Po letnich upałach (no, może nie wszędzie i nie takich znów upałach) wraca chłód jesieni. Podobno nie mamy co liczyć na piękną złotą jesień. Przynajmniej na razie.
Wzrost wilgotności i niższe temperatury sprzyjają kleszczom. Po letnim spadku aktywności znów budzą się one do życia. I wyruszają na żer.
Dla kleszczy to ostatnia chwila, żeby nassać się krwi przed zimą. Przynajmniej w teorii, bo ostatnio zimy bywają łagodniejsze niż kiedyś i kleszcze bywają aktywne nawet w grudniu. Bo to nie pora roku, ale średnie dobowe temperatury sprawiają, że kleszcze „polują” lub „śpią”.

Kiedyś w cyklu życiowym kleszczy rysowały się dwa wyraźne szczyty aktywności – wiosenny i jesienny. W tej chwili są one mniej wyraziste, a kleszcze atakują nawet zimą.

Dziś może pogoda nie będzie zachęcała do spacerów, ale na pewno niebawem przestanie padać. Wychodząc na spacer pamiętajcie o kleszczach i nie dajcie się „złapać”.

Opublikowano ciekawostki, opisy | Otagowano | Dodaj komentarz

Kleszcze nieco inne

#kleszcze #obrzeżki #problemymiast #tvn24

http://www.tvn24.pl/osmiolatek-pogryziony-przez-kleszcze-caly-blok-przeszedl-dezynsekcje,763118,s.html

TVN24 informuje o dziecku pogryzionym przez kleszcze. Ośmiolatek ma liczne ślady ugryzień. Kleszcze w bloku? Dlaczego i jak? Przecież one żyją w lesie, no ewentualnie w parku lub na łące? Skąd?

Kleszcze to nie tylko kleszcze pospolite należące do kleszczy właściwych, znanych nam tak dobrze pajęczaków. Gatunków kleszczy opisywanych jako nasze rodzime, polskie, jest aż 19. Wśród nich są pasożyty jeży (kleszcze jeżowe), z wyglądu dość podobne do kleszczy pospolitych, czy kleszcze łąkowe – większe i z brązowymi nóżkami. Ale jest też kleszcz gołębi, znany jako obrzeżek gołębi (lub przestarzale jako obrzeżek gołębień).

Obrzeżki gołębie wyglądają inaczej – są zdecydowanie większe od kleszczy pospolitych – samica obrzeżka może mieć nawet ponad 1cm długości! Powierzchnia ciała obrzeżków jest miękkawa, skórzasta, a biodra skupione po środku tarczki na brzuszku. Naturalnym ich żywicielem jest oczywiście gołąb, który jest stałym bywalcem miast. Obrzeżki zamieszkują gołębie gniazda i w nocy, kiedy ptaki śpią, piją ich krew. Dlatego tak wiele obrzeżków może przebywać na poddaszach domów czy bloków – tam gdzie gniazdują gołębie. W wielu miejscach ptaki wyrzuca się z poddaszy – brudzą parapety, podwórza, często budzą wstręt. Mało która spółdzielnia mieszkaniowa dba o wyrzucenie pozostałości po gołębiach – osobiście słyszałam z ust pani administratorki, że czyszczenie poddasza to strata pieniędzy… Zwykle problem ptaków likwiduje się zamykając poddasza oknami lub kratami jesienią lub zimą, po okresie lęgowym. Wiosną obrzeżki budzą się do życia i… głodne schodzą niżej – wabi je ciepło ludzkich ciał. Schodzą po murach domów lub szczelinami wzdłuż rur. Są płaskie i potrafią się przecisnąć szczelinami.
Żerują w nocy. Nie wkleszczają się tak jak znane nam kleszcze właściwe. Napiją się, co trwa kilka – kilkadziesiąt minut, by potem wrócić do kryjówki w szparze w podłodze i napaść na swoją ofiarę następnej nocy. Ślady po ich ugryzieniach goją się tygodniami. Są bolesne i często towarzyszy im opuchlizna. Zwykle jest ich bardzo dużo – obrzeżki żerują stadami. Ich ślina jest silnie toksyczna. Może – u osób alergicznych – powodować wstrząs anafilaktyczny. Nie udowodniono im przenoszenia boreliozy, ale mogą przenosić różnego rodzaju gorączki powodowane przez drobnoustroje zwane riketsjami.

Opisywany przypadek nie jest rzadkością. Niestety coraz więcej osób uskarża się na kontakt z obrzeżkami. Dlatego tak ważne jest – przy ewentualnym usuwaniu gołębi z poddaszy, by starannie oczyścić miejsce po ich bytowaniu i nie pozostawiać szczątków gniazd czy innych resztek.

Opublikowano ciekawostki, opisy | 2 Komentarze